Podczas paniki bankowej wszyscy rzucają się na swoje oszczędności.
Podczas paniki bankowej wszyscy rzucają się na swoje oszczędności. Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta
Na forum uczestników Ogólnopolskiego Strajku Kobiet pojawił się pomysł, aby doprowadzić do paniki bankowej. W poniedziałek jako instrument nacisku na władzę, klienci banków mieliby ruszyć do placówek i wypłacić swoje oszczędności. Nie raz w ten sposób dochodziło do bankructwa. Co może stać się w tym przypadku?

Wyobraźcie sobie typowy poniedziałkowy poranek. O godz. 9 pracownikbanku ospale otwiera drzwi. W tym momencie do placówki wbiega tłum ludzi. Wszyscy pędzą do okienek, żeby wybrać pieniądze. W tym samym czasie, na zewnątrz do bankomatu ustawia się kolejna kolejka. Jeden za drugim, wszyscy wybierają oszczędności. Podobny scenariusz rozgrywa się w pozostałych bankach. Tego samego dnia sieć staje się bankrutem, a ci, którym nie udało się wyzerować konta - tracą wszystko co zgromadzili na rachunku.

Polska jak Nikaragua - gdzie jeszcze jest zakazana aborcja?

Panika bankowa - to jeden z pomysłów, które pojawiły się na facebookowej grupie Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Jedna z uczestniczek zaproponowała to jako formę protestu.
"Zapewniam was wrażenie byłoby piorunujące i przede wszystkim uderzające w państwo ze względu na gwarancje jakie przyjęło na siebie w postaci choćby funduszu gwarancyjnego. Żaden rząd z takim zagrożeniem jeśli zastosowane masowo by sobie nie poradził. Mając więc przed sobą widmo krachu i upadku rządu nawet Kaczor by się ugiął" – czytamy wserwisie.

Wielki kryzys wciąż śni się bankierom po nocach

Jakie są skutki paniki bankowej? W czasie wielkiego kryzysu w Stanach Zjednoczonych zniknęło z tego powodu ok. 9 tys. banków. Dzisiaj dochodzi do tego rzadziej. Najwięcej takich incydentów miało miejsce podczas kryzysu w latach 2007-2008, ale w ciągu ostatnich 5 lat banki i ich klienci nie raz odczuwali na sobie ich skutki.


W 2011 roku szwedzkie sieci Swedbank i SEB ucierpiały z powodu plotki o problemach z ich wypłacalnością, która krążyła na Twitterze. Histeria dotarła nawet do ich oddziałów na Łotwie. Trzy lata później trwająca trzy dni panika bankowa, ogarnęła Chiny, gdzie bankierzy usiłowali uspokoić deponentów umieszczając gotówkę na wystawach, aby udowodnić, że sieć jest wypłacalna. Czy w poniedziałek podobny chaos może ogarnąć polskie banki?

– Teoretycznie pomysł ten jest możliwy do zrealizowania, ale nie sadzę, żeby w tym konkretnym przypadku mogło do tego dojść. Ludziom może wydawać się, że doprowadzenie do paniki bankowej jest proste, ale jest to rzecz znacznie bardziej skomplikowana – mówi prof. Witold Orłowski, ekonomista z Uniwersytetu Łódzkiego.

Na drodze do skutecznego protestu stoi przede wszystkim skala działania. Aby wstrząsnąć bankami, w grę wchodzić muszą ogromne kwoty i równie ogromna liczba ludzi. Dzisiejsze banki po prostu przygotowane są na taką ewentualność. Masowy bojkot konsumencki, który miałby doprowadzić do upadku banku wymagałby udziału milionów ludzi, gotowych na poniesienie strat.

Rezerwy i NBP kontra Czarny Protest

– Takie instytucje zobowiązane są do trzymania rezerw, które stanowią odpowiedni procent do wysokości wkładów klientów. Oczywiście, w sytuacji, w której połowa Polaków rzuciłaby się do wycofywania oszczędności, to tych pieniędzy by nie starczyło, ale w sytuacji, w której zaangażowanych jest kilkanaście tysięcy osób, straciliby co najwyżej ci, którzy zabrali pieniądze – komentuje prof. Orłowski.

Przede wszystkim, podczas paniki bankowej, zgodnie z nazwą, musi nastąpić masowa panika. Dochodzi do tego, kiedy znaczna grupa klientów, z jakiegoś powodu jest przekonana, że trzeba uciekać z banku. Dochodzi do tego spontanicznie, kiedy ludzie rzeczywiście boją się o swoje oszczędności na rachunku. Działanie mniejszej grupy może być skuteczne w innym miejscu - na giełdzie. Przy spekulacji giełdowej jest to prostsze, kiedy grupa inwestorów, lub nawet jedna osoba w ciągu kilku minut może podjąć decyzję o sprzedaży akcji o miliardowej wartości. W przypadku klientów banków, nawet jeśli udałoby się doprowadzić do sytuacji, w której banki zaczynają tracić rezerwy - sytuację wciąż można opanować.

– Kiedy ludzie masowo wypłacą pieniądze, bank poinformuje NBP i poprosi o kredyt. Kiedy zacznie brakować gotówki bank wstrzyma wypłaty, dając klientom czas na uspokojenie się. Tak było np. w Grecji gdzie wprowadzono limit dziennych wypłat. NBP uznając, że panika jest sztuczna i chwilowa prawdopodobnie uzupełni zasoby, a placówka po jakimś czasie wróci do normalnej pracy. Panika bankowa przekłada się na bankructwa, kiedy jest ku temu konkretny powód – podsumowuje prof. Orłowski.
Napisz do autora: mateusz.albin@natemat.pl